Nawet osobom korzystającym ze sprzętu najwyższej klasy zdarza się od czasu do czasu mieć problem z podłączeniem do siebie urządzeń elektronicznych. Tymczasem jest to czynność, która powinna być oczywista i nie zaburzająca komfortu użytkowania. Mimo pojawiających się kolejnych wersji urządzeń, które potrafią wszystko, faktycznie używamy w pracy większej ich ilości niż kilka lat temu. Smartfon, tablet, laptop, stacjonarne stanowisko pracy, multimedialny sprzęt konferencyjny, panele sterujące inteligentnych budynków ? spotykamy się z nimi na co dzień i chcemy by były ze sobą kompatybilne.

Nawet osobom korzystającym ze sprzętu najwyższej klasy zdarza się od czasu do czasu mieć problem z podłączeniem do siebie urządzeń elektronicznych
fot lenovocom

Tablet może stać się pilotem do oświetlenia, a do pamięci smartfona można zgrać muzykę z laptopa. Trzeba je tylko połączyć. Tu szkoły są dwie. Jedna to połączenie po kablu. Niekiedy potrzebna jest wówczas przejściówka, w końcu port HDMI czy D-Sub nie zmieściłby się w niektórych ultrabookach. Poza tym występuje w sprzedaży kilkanaście różnych rodzajów czytników i portów. Technologia USB 3.0 odrobinę zunifikowała połączenia. Dopiero jednak USB 3.5 ma przepustowość porównywalną z Thunderbolt, a do USB 4.0 jeszcze daleko.

Drugi sposób to łączenie urządzeń bezprzewodowo (więcej: http://www.logo24.pl/Logo24/1,85826,8414761,Nie_kabluj_w_domu_urzadzenia_bezprzewodowe.html). Są one do tego coraz lepiej przystosowane, ale i tu użytkownik natyka się na pewne bariery. Nie chodzi nawet mniejszą przepustowość czy ryzyko utraty zasięgu. Po prostu konieczne jest szyfrowanie informacji przesyłanych drogą bezprzewodową, zakładanie haseł i konfigurowanie urządzeń tak by łączyły się ze sobą. Jest to więc rozwiązanie korzystne dla jednego użytkownika mającego kilka urządzeń, ale nieco słabsze dla zespołu, zwłaszcza powołanego ad hoc.

awatar autora
Łukasz Kowalczyk Redaktor
Nazywam się Łukasz Kowalczyk i odkąd sięgam pamięcią, interesowały mnie wszelkie nowinki technologiczne. Studia inżynierskie były tylko pretekstem, by móc bardziej zgłębiać temat – jednak to miłość do nieco zapomnianej dziś marki Fujitsu popchnęła mnie do założenia własnego bloga. Pierwszy kontakt z laptopem LifeBook odmienił moje spojrzenie na to, co w sprzęcie naprawdę się liczy: przemyślana konstrukcja, ergonomia użytkowania i… pewnego rodzaju dusza, którą trudno zdefiniować, ale łatwo odczuć w praktyce.